Masz tężyczkę, bierzesz magnez i dalej czujesz się fatalnie? A może po nim bywa nawet gorzej?
W takiej sytuacji bardzo często zaczyna się coś, co boli pacjenta chyba najbardziej.
Nie tylko same objawy, ale też to, co słyszymy od ludzi: „weź więcej magnezu”, „masz za mało magnezu”, „jak nie pomaga, to pewnie stres”, „jak wyniki są dobre, to nic Ci nie jest”.
Tylko że problem w większości przypadków jest dużo bardziej złożony bo tężyczka to nie historia o jednym pierwiastku.
Układ nerwowy nie działa na samym magnezie. Nie opiera się na jednej tabletce. Nie rozsypuje się tylko dlatego, że brakuje jednej rzeczy.
Wtedy pojawia się pytanie, którego prawie nikt nie zadaje: jeśli nie tylko magnez, to co jeszcze?
Przede wszystkim elektrolity, które regulują pobudliwość neuronów: sód, potas, wapń, magnez i chlorki.
Jeśli któryś z tych elementów „nie domaga”, układ nerwowy może reagować dużo bardziej nadreaktywnie. Do tego dochodzą witaminy z grupy B, bezpośrednio związane z syntezą neuroprzekaźników: B1, B2, B3, B5, B6, B7, B9 i B12.
Czyli znowu, to nie jeden magiczny składnik, tylko cała wielka układanka.
Są też związki witaminopodobne, takie jak cholina i inozytol, oraz pierwiastki śladowe wpływające na neuroprzekaźniki: cynk, miedź, żelazo i mangan.
Do tego pojawia się także jod, w kontekście regulacji funkcji mózgu przez hormony. I właśnie dlatego tak wielu ludzi jest krzywdzonych przez uproszczenie: tężyczka = magnez.
Bo ktoś może mieć niedobory magnezu i wtedy magnez pomoże objawowo. Ktoś inny może mieć większy problem z wapniem i wtedy sam magnez nie pomoże, a nawet może być źle tolerowany. Jeszcze ktoś inny może potrzebować większego wsparcia witamin z grupy B albo kilku mikroskładników naraz.
Wspólny mianownik jest prosty: problem zwykle nie dotyczy tylko jednej rzeczy.
Potem zaczyna się błędne koło. Człowiek ma mrowienia, drżenia, skurcze, kołatanie serca, niepokój, zawroty głowy, nadreaktywność organizmu.
Bierzemy magnez, bo wszyscy mówią, że to właśnie to. Nie ma poprawy. Albo jest jeszcze gorzej.
Następnie zamiast usłyszeć: „może problem jest szerszy”, słyszymy: „nakręcasz się”, „to chyba psychika”, „magnez przecież powinien pomóc”.
Bardzo rzadko tak jest!
Bo jeśli problem dotyczy większych niedoborów mikroskładników neurologicznych na poziomie komórkowym, samo dokładanie jednego pierwiastka nie może rozwiązać sprawy. Tym bardziej, że takie niedobory nie zawsze widać w standardowych wynikach laboratoryjnych i stąd właśnie „utajony” charakter problemu.
To nie jest matematyka pod tytułem: brakuje magnezu = jest tężyczka.
To dużo bardziej złożony problem pracy układu nerwowego, pobudliwości neuronów i całej sieci mikroskładników, które muszą ze sobą współgrać.
Tężyczka w większości przypadków to nie tylko niedobór magnezu. Im szybciej więcej osób to zrozumie, tym mniej pacjentów będzie miesiącami błądzić między jedną tabletką a tekstem, że „to pewnie stres”. Właśnie dlatego tak pracuję z moimi pacjentami. Nie sprowadzam tężyczki do jednego hasła i jednej tabletki. Patrzę szerzej: na objawy, niedobory, elektrolity, witaminy z grupy B, żołądek, jelita, wchłanianie i to, co naprawdę mogło rozregulować układ nerwowy.
Bo dopiero wtedy można przestać działać po omacku i zacząć rozumieć, skąd naprawdę bierze się problem.